Od
tygodnia głośno jest o tym, że Joanna Szczepkowska, podczas premiery spektaklu „Persona. Ciało Simone” Krytiana Lupy, pokazała gołe pośladki publiczności i reżyserowi, dodając: „tu jeszcze dalej można pójść”.
Pytanie brzmi: dlaczego?
Tania reklama? Chwytliwy sposób na rozgłos?
Reżyser w wydanym oświadczeniu stwierdza, że była to inicjatywa aktorki, od której się odcina. Joanna Szczepkowska tłumaczy, że był to celowe, mówiąc „to był mój gest” i że zrobiła to dla roli oraz z „miłości do teatru”. Ten gest oznaczał więc więcej niż tylko chęć przyciągnięcia większej ilości widzów do teatru. A my twierdzimy, że aktorka zrobiła to wg… zaleceń reżysera! Wystarczy przypomnieć sobie sam spektakl.
Sztuka K. Lupy dzieje się jakby na kilku poziomach. Widzowie oglądają spektakl na scenie, przekaz z telebimu, słyszą pochrząkiwania zadowolonego reżysera z tylnego rzędu, który rozprasza widza i pracowników technicznych wymieniających się uwagami wisząc nad ich głowami.
Poza tym spektakl „Persona” to kilka ważnych i ciekawych wątków. Jednym z nich jest metaforyczna walka na linii aktor-reżyser. I być może spór K. Lupy i J. Szczepkowskiej nie jest niczym wyjątkowym. We wcześniejszych realizacjach sztuki w konflikcie z Ingmarem Bergmanem była Elżbieta Vogler a ze swoim reżyserem ściera się Małgorzata Braunek (grająca ze Szczepkowską). O ile w pierwszym sporze racja była po stronie Bergmana, to w tej sytuacji wygrywają dwie ostatnie aktorki.
Joanna Szczepkowska wygrywa dlatego, że pokazuje, że Lupa nie zapanował nad aktorami, a jego wykreowany świat wymknął mu się z rąk. A aktorka obnażyła się obrazuąc założenia filozofii K. Lupy i jego zdanie o prawdziwym aktostwie: „artystą jest tylko ten, kto pokonuje wszelkie oganiczenia”.
dodaj do